List otwarty do członków GKSS
30/01/2013 15:04

Pisząc ten list, chciałbym zwrócić uwagę Szanownych Panów na problemy, bolączki oraz stale pogarszającą się sytuację w amatorskim sporcie samochodowym. Choć problem dotyczy również sportu kwalifikowanego, skupię się właśnie na KJS-ach, ponieważ ta dziedzina jest mi szczególnie bliska.

Po opadnięciu emocji związanych z publikacją regulaminu KJS na rok 2013, nasunęły mi się pewne refleksje co do poczynań Szanownej Komisji. Oto one. Po wielu latach funkcjonowania KJS-ów, przyszła pora na dokonanie zmian mających na celu dostosowanie tych zawodów do realiów dnia dzisiejszego. W celu opracowania projektu zmian, powołany został zespół do spraw KJS, który podjął prace nad stworzeniem nowych regulaminów.

Do konsultacji zostało zaangażowane środowisko rajdowe, w wyżej wymienionej sprawie głos zabrało wielu specjalistów. Prace trwały blisko dwa miesiące, a w efekcie powstał projekt regulaminu „Rajdu Amatorskiego”, który został przedstawiony Szanownej Komisji. Komisja jednak opublikowała swoją wersję regulaminu, robiąc krok w tył w stosunku do dotychczas obowiązującego.

Nasuwa się więc pytanie po co to wszystko było robione – po co zaangażowanie tylu ludzi, ich czasu i zapału? Czy w ten sposób należy traktować głos środowiska, które powinno wskazywać tendencje do rozwoju, a nie być „złem koniecznym”?

Przez kilka lat działalności w sporcie samochodowym, najczęściej słyszanymi przeze mnie ze strony GKSS odpowiedziami na problemy związane z organizacją KJS lub PPAiK, były „Zlikwidować”, „Przenieść do turystyki”, „Nie można, nie pozwala na to polskie prawo”. Jednak nikt nie potrafi, lub nie chce, wskazać, która ustawa, paragraf, w polskim ustawodawstwie określa, co można, a czego nie można zrobić w amatorskim sporcie samochodowym. Czy nie jest to aby tylko wygodny sposób na pozbycie się ludzi,którzy chcą jeszcze zrobić coś pożytecznego dla sportu samochodowego?

Czy zastanowiliście się Panowie nad problemem napływu nowych ludzi zasilających szeregi zawodników tzw. II i I ligi; działaczy, którzy będą obsługiwać te zawody? Czy wszyscy oni pojawiają się znikąd, czy też powinni być wychowywani przez nasz związek od najmłodszych lat i uczyć się rzemiosła w najlepszej szkole? Jak na razie wszystko wskazuje na to, że tak nie jest. Wręcz przeciwnie, działacze i zawodnicy coraz częściej odchodzą z szeregów PZM, organizując zawody na własną rękę.

W ten sposób pojawia się w kraju wiele doskonale zorganizowanych imprez, bazujących na regulaminach PZM, dbających o bezpieczeństwo uczestników, a jednocześnie dających większą swobodę. Są one jednak organizowane przez ludzi, którzy z PZM nie chcą mieć nic wspólnego. Czy nie obawiacie się Panowie, że zjawisko to będzie się nasilać i w związku z tym bezpowrotnie będziemy tracić całe zastępy wartościowych ludzi?

Czy nie ma obaw, że pozostali organizatorzy, chcąc nadążyć za tendencjami, będą organizować imprezy łamiąc po cichy istniejące zasady? Czy zawodnicy biorący udział w imprezach bez wiz PMZ dalej będą postrzegani jak przestępcy? Czy nie można zrobić czegoś na przekór „polskim tradycjom” wychodzenia przed szereg i popadania w skrajności?

List ten zawiera wiele pytań, na które nie oczekuję natychmiastowej odpowiedzi. Pragnę natomiast zwrócić Panów uwagę na wyżej wymienione problemy, skłonić do refleksji oraz wywołać rzeczową dyskusję, która być może zaowocuje konkretnymi rozwiązaniami.

Ze sportowym pozdrowieniem.
Prezes Automobilklubu Tomaszowskiego
Mirosław Kister

Fot. M. Hennek